piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 4




- Haruno?

W pierwszej chwili ujrzałam ciemne, niemal kruczo czarne oczy, potem nic nie mówiącą minę, aż na końcu spojrzałam na całokształt. Przede mną stał Sai Mimura mój starszy kolega ze studiów w USA. Sai został okrzyknięty tytułem geniusza ołówka, studiował sztukę, a jego rysunki były tak piękne, że brakowało słów do ich opisania. Poznaliśmy się na imprezie studenckiej, Sai jest 3 lata starszy niż ja, a poznała nas moja koleżanka i ówczesna dziewczyna Saia. Zostaliśmy dobrymi znajomymi, a po zakończonych studiach Sai wrócił do Japonii.

- Sai?

Spytałam lekko zdziwiona.

- Sakura, nie wieżę, że spotykamy się w takim miejscu i… Rany!

- Co?!

- Przepraszam Cię za tę bluzkę.

Dopiero teraz przypomniałam sobie, że zostałam oblana kawą. 

- Och…

- Może wejdźmy do środka, czekam na klienta i…

- Nie, nie! Sai bardzo miło był Cię spotkać po tylu latach, ale nie mogę wejść do środka w takim stanie, a ty i tak powiedziałeś, że jesteś umówiony, więc ja będę się zbierać. Spotkamy się innym razem, dobrze?

- Ech, no dobrze. Podaj mi swój numer abym mógł Cię złapać.

- Okej. 693963901. Zapisałeś?

- Tak, dziękuję. To do zobaczenia. 

- Papa.

Na pożegnanie cmoknął mnie w policzek, po czym minął mnie i wszedł w głąb lokalu. Szybko zwróciłam się w stronę drzwi i kiedy już byłam na zewnątrz zobaczyłam jego. Szedł pewnie z jakąś blondynką u boku. Jego włosy rozwiewał wiatr, miał na sobie czarne spodnie od garnituru, białą koszule rozpiętą na trzy guziki i marynarkę przerzuconą przez ramię. Zwolniłam jak go zobaczyłam, chciałam uciec, ale nie miałam gdzie. Po chwili i on mnie dostrzegł. Łudziłam się, że mnie nie rozpozna, ale niestety przemówił.

- Sakura?

Spojrzałam mu w oczy i nabierając tchu odpowiedziałam.

- O Sasuke. Kopę lat.

Nieco się zdziwił moim powitaniem, ale kontynuował.

- Tak, kopę lat. Kiedy wróciłaś?
 
- Przedwczoraj. 

- Rozumiem. 

I nagle wtrąciła się blondynka.

- Eee Sasuke?

- Tak Ino?

- Kto to jest?

Kiwnęła na mnie głową, po czym zwróciła wzrok na bruneta. Ale nie powiem byłam ciekawa jak Sasuke mnie przedstawi.

- To Sakura Haruno. Moja przyjaciółka z dzieciństwa.

No nie powiem zaskoczył mnie. Tylko przyjaciółka? Przyjaciółka?! Ty fagasie, byłam twoją dziewczyną i twoją pierwszą, a ty mówisz tylko przyjaciółka?!

- Ach. Miło mi, Ino Yamanaka narzeczona Sasuke.

WTF?! To ona jest tą Ino?! Boże pomocy…

- Och. Moje gratulacje. Sakura Haruno. Miło mi.

Uśmiechnęłam się ślicznie i zaprezentowałam jak należy.

- Dziękuję bardzo.

- Ależ nie ma za co, oświadczyny to w końcu niecodzienne wydarzenie. A teraz przepraszam, ale spieszę się.

- Ach! Proszę zaczekać!

Krzyknęła za mną. Odwróciłam się i rzekłam.

- Tak?

- Dzisiaj wyprawiamy przyjęcie zaręczynowe i skoro jesteś bliską przyjaciółką Sasuke może wpadniesz? Będzie nam bardzo miło.

I tu słodziutko się uśmiechnęła, a ja i Sasuke w tym samym momencie wyraziliśmy swoje zdziwienie.

- Słucham?

- Ino!

- Podaj mi proszę swój numer, a prześlę ci szczegóły.

- Ale…

- Nie ma sprzeciwu, musisz się pojawić. Jesteś jedyną kobietą, którą Sasuke określił jako przyjaciółkę, więc musisz być wyjątkowa. Proszę Cię, nie daj się prosić.

Jej oczy zaszły wymuszonymi łzami, ale nawet wiedząc to i tak jej uległam.

- Zgoda. Zapisuj 693963901.

- Zapisanie to do zobaczenia, Sakuro.

- Tak, do zobaczenia Saki.

Nim zdążyłam zareagować Sasuke już mnie minął razem z Ino i zniknął w kawiarni. Nie czkałam długo tylko ruszyła w stronę samochodu i z piskiem opon wróciłam do domu. Od Ino otrzymałam wiadomość, że impreza odbędzie się w restauracji Złoty Smok o godzinie 20. Od razu wiedziałam, że z tego nie wyniknie nic dobrego, ale postanowiłam zrobić się na bóstwo i pokazać Sasuke co stracił. A jak raz się żyje…

Witajcie moi kochani, wracam! Po prawie rocznej przerwie wracam i mam nadzieję, że bd wstawiać notki regularnie, ale niczego nie obiecuję. Wiecie, klasa maturalna itd. W każdym bądź razie dziękuję osobom, które to czytają i mam nadzieję, że z miłą chęcią wrócicie do lektury.  Do zobaczenia i miłego czytania.

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 3



Ti ti ti ti … Ti ti ti ti … Ti ti ti ti…
Ze snu wyrwał mnie ten irytujący dźwięk. Po woli otworzyłam oczy i już po sekundzie tego pożałowałam. Niezasłonięte żaluzje dały o sobie znać kilka chwil po przebudzeniu. Nadal mrużąc oczy wymacałam ręką telefon i wyłączyłam budzik. Wierzchem dłoni przetarłam twarz i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na podłodze leżały moje wczorajsze ciuchy, co wprawiło mnie w nie małe obrzydzenie. Nienawidziłam bałaganu, byłam okropną perfekcjonistką, dla mnie brak perfekcji to bałagan, a perfekcja to jego brak. Pokręcone, prawda? No, ale niestety tak to u mnie wygląda. Podniosłam się do siadu i spuściłam nogi na chłodne panele. Spotkanie w kancelarii miałam dopiero za 3 godziny, ale mimo tego wolałam się do wszystkiego przygotować na spokojnie. Dzisiejszej nocy źle spałam, była to wina Itachiego. Nie powinien nikomu mówić o szczegółach morderstwa moich rodziców. A zwłaszcza Naruto. Fakt, faktem, że sprawa została wyciszona i nie trafiła do mediów, ale to nie zmienia tego, że moi najbliżsi znajomi i znajomi moich rodziców się o tym dowiedzieli. Dlatego byłam świadoma, że każdy z członków mojej licealnej bandy o tym wie, co prawda wtajemniczono ich tylko w samą istotę morderstwa, nic więcej. Jednakże nie podoba mi się ten maleńki szkopuł, że pewna postronna osoba ( czyt. Itachi) pozwoliła sobie na wtajemniczenie w szczegóły właśnie Naruto! Znam tego blondyna i to aż za dobrze. Wiem, że w trosce o moje dobro poinformował o tym już całą resztę, w tym szanownego gbura Sasuke Uchihe, mojego ex, którego tak a propos ja nadal kocham. No, powiedzcie mi jak się człowiek miał wyspać z taki rozterkami bytowymi, hmm? No właśnie wcale, a wcale się nie wyspał. Poirytowana do granic możliwości opuściłam w końcu sypialnie i udałam się do łazienki. Stając przed lustrem mało zawału nie dostałam, wyglądałam jak panda. Czarne wory były bardzo widoczne w stosunku do mojej jasnej karnacji. Stojąc tak chwilkę i zastanawiając się nad tym, co dalej, ostatecznie zdecydowałam się na szybki i odświeżający prysznic. Następnie poranna toaleta i próba zatuszowania tym pandzich oczu. W jedwabnym białym szlafroku i turbanem na głowie zeszłam na dół do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Przygotowałam kubek, do którego wsypałam dwie łyżki kawy i ¼ łyżeczki cukru. W trakcie pracy mojego imbryku zabrałam się za lekkie śniadanie. Postanowiłam, że zjem owsiankę z truskawkami i jagodami. Przygotowanie tej jakże wymyślnej potrawy zajęło mi może 15 min. W tym czasie dokończyłam też przygotowywać kawę. Z skończonym posiłkiem zasiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Ustawiłam kanał na poranne wiadomości, których słuchałam w skupienie pochłaniając śniadanie i popijając kawę. Na rozmowę byłam umówiona na godzinę 13, a była 10.25. Szybko dokończyłam posiłek mając świadomość ile czasy spędzam w garderobie i w łazience.  Szybko posprzątałam po posiłku i ruszyłam w stronę garderoby wybrać odpowiedni strój. Długo, oj długo stałam przed szafą i myślałam, co lepsze: Spodnie czy spódnica, a może sukienka lub garsona? Oj nie łatwe jest życie kobiety, nie łatwe! Ostatecznie zdecydowałam się na czarne spodnie, białą luźną bluzkę na to cienki szary sweterek i długa czarna marynarka. Całości dopełniły czarne botki na cieniutkim obcasie (Strój Sakury). Rękawy koszuli i swetra jakoś fikuśnie podwinęłam i już ubrana udałam się do łazienki. Szybko rozczesałam moje długie różowe włosy i wysuszyłam, wcześniej nakładając na nie maski i olejki ochronne. Upięłam je w nieco rozwalającego się koka i zabrałam za makijaż. Usta podkreśliłam mocno czerwoną szminką, a oczy lekkimi brązowymi i beżowymi cieniami oraz masakrą. Aby podkreślić efekt, o który mi chodziło założyłam jeszcze czarne zerówki w grubych oprawkach. Kiedy sprawdziłam godzinę myślałam, że serce mi stanie, była: 12.05! A ja za nie całą godzinę miałam byś w centrum Tokio i to w godzinach szczytu!!! Szybko chwyciłam torebkę, klucze od domu i od samochodu i już mnie nie było. 


Nie wiem jak ja to zrobiłam, ale zdążyłam i miałam jeszcze 10 min w zapasie. Naprawdę dziękuję ci mój kochany wuju, że zasiałeś we mnie zamiłowanie do szybkiej jazdy i równie szybkich aut. Szybkim krokiem weszłam do spółki i skierowałam się w stronę recepcji. Kobieta na moje szczęście była na tyle kumata, że szybko i sprawnie przekazała interesujące mnie informacje.  
Tak, więc oto, dzięki mojemu szczęściu równo o 13 zapukałam do drzwi gabinetu dyrektorów owej spółki. Szybko usłyszałam pozwolenie na wejście, więc weszłam. Moim oczom ukazał się gabinet pochłonięty przez szarość i czerwień. Doprawdy wspaniałe połączenie barw. Szybko zerknęłam jeszcze na ogólny wystrój i zadowoleniem zauważyłam, że meble wykonane zostały z drewna barwionego na czarno, a wisienką na torcie okazały się kanapy i fotele w kolorze śmietanki. Jednym słowem, projektant tego wnętrza był geniuszem. Szybko się przywitałam i ruszyłam w stronę biurka, które stało tyłem do ściany, która w całości była jednym wielkim oknem. Za biurkiem siedział nie kto inny jak Itachi Uchiha, ale na kanapie dostrzegłam jeszcze dwóch mężczyzn, jeden był postawnym i jak zauważyłam po opinającej się koszuli, wyrzeźbionym rudzielcem o przyjemnej twarzy. Drugi z wyglądu nieco surowszy, ale równie męski o rozbawionych oczach i o iście srebrnych włosach. Obaj przelecieli mnie wzrokiem z góry na dół. Itachi przerwał ciszę zaczynając „przesłuchanie”.

- Witam w Kancelarii IHY. Nazywam się Uchiha Itachi, a to są moi wspólnicy. Nagino Yahiko...

Dłonią wskazał sympatycznego rudzielca.

- oraz Maruio Hidan.

Następne srebrnowłosego. Kiedy wrócił wzrokiem do mojej osoby postanowiłam się odezwać i odegrać nasz mały teatrzyk.

- Bardzo miło mi Panów poznać. Nazywam się Haruno Sakura.

Pierwszy odezwał się Pan Nagino.

- Nam Ciebie również. Dyrektor Uchiha bardzo Cię nam zachwalał. 

Nagle wtrącił się Mariuo.

- To prawda. Mówił, że mimo młodego wieku jesteś osobą bardzo bystrą i kompetentną. Nie będę ukrywał, że potrzeba na silnego i zapartego w swoich racjach pracownika, a nie jakieś słabej i cnotliwej kobiety, która będzie płakać po każdej wpadce, a w ostateczności kryć się za naszymi plecami.

- Masz rację, Hidan. Musi też mieć świadomość, że mimo kolosalnych rozmiarów naszej spółki jest tu bardzo nie wielu pracowników. Związku, z czym musi być bardzo dyspozycyjna i oddana temu, co robi. Absolutnie nie chcemy tutaj fuszery, ale sumiennego pracownika pracującego na najwyższych obrotach. Czy jest Pani wstanie sprostać naszym wymaganiom? Panno Haruto.

Głos wrócił do Itachiego. Widziałam w jego oczach, że świetnie się bawi wygłaszając ten monolog. On chciał, abym się zadeklarowała, jako perfekcjonista, aby później się do tego przyczepić, ale nie. Nie dam się manipulować Itachi.  

- Oczywiście zrobię, co w mojej mocy, aby sprostać Pańskim wymaganiom.

Jego oczy mówiły wszystko. Wygrałam i go przejrzałam. 
- Dobrze. Rozumiemy. Chcielibyśmy zadać pani jeszcze kilka pytań. Możemy?

- Oczywiście Dyrektorze Maruio.

Rozmawiali ze mną jeszcze przez jakąś godzinę pytając o wykształcenie, o dyplomy, CV, gdzie odbyłam praktyki itd. Oczywiście na koniec Itachi w wielkim stylu stwierdził zgodnie z pozostałą dwójką, że będzie im bardzo miło móc mnie zatrudnić oraz, że liczy na udaną współpracę. Poinformował mnie jeszcze, że zaczynam od poniedziałku, a szczegóły prześle mi e-mailem. Na tym się skończyło. 

Po opuszczeniu biura odetchnęłam z niemałą ulgą, bo jednak trochę się stresowałam. W końcu to moja pierwsza praca, więc dam z siebie wszystko. Rozmowa z nimi tak mnie wyczerpała, że postanowiłam udać się do jakieś kawiarni na kawę. Miałam tyle szczęścia, że nieopodal biura była kawiarnia o dość specyficznej nazwie: Smaki Pustyni. Bez większego zastanowienia skierowałam tam swoje kroki. Już kilka metrów od wejścia czyłam woń świeżo parzonej kawy i wiedział, że to był trafny wybór.


Lokal był urządzony w ciepłym i przyjemnym dla oka stylu. Ciepłe brązy i pomarańczę oraz odrobina zieleni, aż napełniały spokojem. Każdy mógł znaleźć tu miejsce dla siebie. Ogromna lada z mnóstwem oszklonych półeczek z różnymi ciastami i słodkościami aż przyciągała. Widać było, że miejsce cieszy się duża popularnością, bo pomimo dość sporych rozmiarów panował tu niezły ruch. Szybko podeszłam do kasy i doczekawszy się w końcu na swoją kolej zamówiłam dużą latte waniliową na wynos. Szybko odebrałam zamówienie i ruszyłam w kierunku wyjścia. Z miłą chęcią spędziłabym tu więcej czasu, ale w godzinach szczytu nie było gdzie nawet palca wetknąć, a co dopiero usiąść. Będą prawie u celu mój telefon zaczął wibrować w tylnej kieszeni spodni, chcą go wyjąć przez chwilę straciłam kontakt z otaczającym mnie światem i zaabsorbowana tą czynnością nawet nie zauważyłam człowieka otwierającego drzwi. Oprzytomniałam gdy…

- Ała! Co jest do cholery…

Kiedy gorąca kawa wylała się na moją bluzkę, a ja pełna złości podniosłam wzrok, aby opieprzyć w wielkim stylu tego chama. Doznałam szoku. Przede mną stał…

- Haruno?

C.D.N

Witam was moi kochani czytelnicy!
Tak jak obiecał wróciłam z nowym rozdziałem. Poprzedni usunęłam bo drażnił mnie i nie był na tyle dobry aby mógł ty być dużej widoczny. No w każdym razie dziękuję tym co jeszcze tu zaglądają za cierpliwość i chcę czytania tego bloga. To dla mnie wiele znaczy :D Od teraz postaram się publikować posty w miarę systematycznie, ale niczego nie obiecuję, gdyż zbliżają się miesiące intensywnej pracy u mnie w szkole i dodatkowo mam dość poważne problemy ze zdrowiem, więc nie wiem jak to będzie wyglądało. Naprawdę bardzo ubolewam nad tym, że zaniedbałam tego bloga i bardzo was za to przepraszam. Nie przeciągając dziękuje za przeczytanie tego rozdziały i liczę na komentarze z opiniami :D 
Na zakończenie chcę wam życzyć udanego tłustego czwartku i zjedzenia tylu pączków ile tylko będziecie w stanie :)



środa, 27 stycznia 2016

Informacja - AKTUALIZACJA

Kochani czytelnicy,
Pewnie zauważyliście, że zniknął rozdział 3 i one-shot. Powiem tak. NIE! To nie są problemy z laptopem, to nie moje lenistwo i nie inne wymyślne wymówki :) Oficjalnie chcę powiedzieć, że wracam!!! Odnalazłam problem który mnie zablokował po 3 krotnym przeglądnięciu bloga. Wiecie co to było? Nie? Tak? A może? Powiem wam. Było to rozdział trzeci, który raz był ogólnie nie składny i nie przemyślany to był również do niczego!!! W głowę zachodzę jak ja mogłam wstawić tu coś takiego?! W każdym bądź razie. Usunęłam to co mnie skutecznie unieruchomiło i wstrzymało moją twórczość. Nie mogłam znaleźć sposobu aby to pociągnąć, bo rozdział nie był adekwatny do wizji autora :)

Dlatego ogłaszam, że z dniem dzisiejszym biorę się ostro do roboty i już niebawem zobaczycie nowiutki rozdział, tym razem zadbam o każdy szczególik :)

Mam nadzieję, że jeżeli uciekliście po tym jak zawaliłam sprawę, tak po tym komie wrócicie, moi drodzy czytelnicy. Zapamiętajcie, że najbardziej zależy mi na waszych ocenach. To też wasza zasługa, że zebrałam się w sobie i wróciłam. Przeczytałam ostatnie dwa genialne blogi i aż zabolała mnie świadomość faktu, że ja się tak szybko poddała. Oni byli wstanie kontynuować swoją pracę pomimo trudności, ja nie.
Liczę na wasze wsparcie i dziękuje za to, że jesteście :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych świąt

No kochani czytelnicy
Chcę wam życzyć z całego mojego serduszka <3 wesołych, radosnych i ciepłych świąt spędzonych w rodzinnym gronie, smacznej kolacji, wielu prezentów, szalonego sylwestra i szczęśliwego nowego roku.
Tego aby spełniły się wasze marzenia, żebyście byli zdrowi i szczęśliwy :D osiągnęli wasze cele i żeby nadchodzący rok 2016 przyniósł wam same sukcesy i radości. No po prostu szczęścia, wiecznego uśmiechu  :)
Bądźcie tacy jacy jesteście, bo tacy jesteście najlepsi. Wesołych świąt!!!

A teraz taka moja mała spowiedź...
Dawno nic nie wstawiłam, ale no cóż mogę powiedzieć na swoją obronę? Po pierwsze szkoła, masa nauki i wielu innych spraw. Po drugie awaria laptopa i 2-2,5 tygodnia w naprawie. Po trzecie byłam chora i jak to z chorobą często bywa - pokonała mnie i przykuła do łóżka. I teraz ostatnie i najważniejsze... ost rozdział jaki wstawiłam tutaj do głównego opowiadania, skutecznie mnie zablokował i nie mogę wymyślić jak pociągnąć akcje, bo przyznać się muszę pisałam go bez pomyślunku pod wpływem chwili (zgubiłam mój zeszyt z pomysłami i nie wiedziałam co napisać), więc popłynęłam i to równo. Dlatego bardzo was przepraszam, ale będę musiała usunąć ten jeden rozdział i zacząć go od początku i napisać go tak jak być powinien, bo mnie samej on nie cieszy, a wręcz przeciwnie dobija, bo jest po prostu do niczego. Przepraszam za to małe zamieszanie i obiecuje postarać się coś napisać i wrzucić jeszcze przed sylwestrem :)

Liczę na wasze komentarze i oceny bo są one moim zapalnikiem i napędem do dalszej walki z klawiaturą i tysiącem pomysłów z czego jeden musi byś najlepszy :*

Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!!!

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2



 Z dedykacją dla  Yuki Onna i Nieobliczalna 99

„Nie, nie, nie! Czemu to spotyka tylko mnie?!” 


Otwierając drzwi spodziewałabym się każdego, ale nie jego. Nie jego! Czemu już od progu świdrują mnie czarne, wręcz smoliste tęczówki? Nie patrzą na mnie z litością, współczuciem, ale z radością i zaciekawieniem. Przypuszczam, że owa radość wzięła się z naszego ponownego spotkania, ale zaciekawienie? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Nigdy nie potrafiłam go rozszyfrować, od momentu naszego poznania, aż po dzień dzisiejszy jest jedną wielką zagadką. Mimo tego, iż jest jedną wielką nie wiadomą lubię go, darzę go dozą sympatii, nigdy nie owijał w bawełnę i mówił prosto z mostu, co go dręczy. Może moja sympatii do niego wzięła się z faktu, iż jest bliski osobie, która niegdyś kochałam i chyba nadal kocham.


- Witaj, Itachi. Dawno się nie widzieliśmy, proszę wejdź.


- Witam, witam Haruno. Wiesz, czemu mogę tu być?


Na jego twarzy zagościł lekki uśmiech, zawsze tak robił, kiedy rozmowa nie miała być czysto koleżeńska. Za tym kryło się coś więcej. Coś leży mu na sercu.

Zaprowadziłam go do kuchni, nakazałam, aby usiadł, a ja zaczęłam szykować herbatę.


- Nie, nie wiem. Ale sam fakt, że tu przyszedłeś, mimo tego, iż jutro mam rozmowę w twojej kancelarii czyni ten fakt niezwykłym i niepokojącym. Przewiduję, że rozmowa będzie dotyczyła spraw prywatnych.


Znowu, znowu ten uśmiech. Ta rozmowa zaczyna nabierać rumieńców.


- Dedukcja Różowej jak zwykle trafna. Cóż nie mam, na co narzekać, w końcu studiowałaś w USA na jednym z lepszych uniwerków. Masz rację, że chcę porozmawiać o sprawach prywatnych, takiej rozmowy nie przeprowadzi się w kawiarni, dlatego przepraszam za najście o tak późnej porze.


- Itachi, nic się nie stało. A tak szczerze, to zaczynałam się nudzić. Nie wiem, o co może chodzić, ale na pewno ma to związek ze mną, skoro fatygowałeś się przez pół miasta.


Postawiłam herbatę na stole i usiadłam naprzeciwko niego, on natomiast upił łyk naparu i spojrzał na mnie.


- Hmm, wyśmienita herbata.


- Dziękuję, ale nie musisz mi pochlebiać.


- Oj, muszę, muszę. W końcu taką kobietę jak ty trzeba dopieścić.


- Itachi! Mów, co masz do powiedzenia.


- Ehh, nawet podroczyć się nie da z tobą. Nic się nie zmieniłaś pod tym względem przez ostatnie 4 lata.


- Itachi, proszę.


- Ok, ok. Już daję spokój osobie, która skończyła cały ten uniwerek w 6 lat. A wracając na główny tor naszej rozmowy… masz jakiś dobry koniaczek?


- I-T-A-C-H-I !!! 


Tak, to właśnie ta strona Itachiego, której prawie nikt nie zna. A skąd ja znam? Noo, Itachi jest starszym o 4 lata bratem Sasuke, chłopaka, któremu oddałam swoje dziewictwo. Jako jedyny wie, co między nami zaszło, wbrew pozorom z braciszkiem łączy go silna więź, ale jest też człowiekiem, któremu jako pierwszemu opowiedziałam o moich rodzicach. Dużo dla mnie zrobił, dla mnie i dla Sasuke. Poznałam go już w dzieciństwie, często pilnował mnie, Sasuke i Naruto, ale nasze relację zacieśniły się 4 lata temu na moim uniwerku w NY, kiedy przyjechał na wymianę studencką. Wyłapał mnie z tłumu i od razu rozpoznał. Długo mnie męczył zanim,  cokolwiek mu powiedziałam, a kiedy już powiedziałam okazał się dużym wsparciem. Obiecał przedstawić zarys sytuacji Sasuke i przekazać mu moją wiadomość. Wiem, że to zrobił. Zrobił to dla nas, ale było za późno, za późno o 2 lata. Sasuke zmienił się i nie chciał słuchać tego, co miał mu przekazać Itachi. Rok temu skontaktował się ze mną i zaoferował pracę w jego kancelarii prawniczej. Nie miałam podstaw, aby odmówić. Kancelaria IHY, ma renomę i jest najlepszą kancelarią w Tokio, dlatego w ciągu roku znalazłam się tutaj. Oferta pracy jest związana również z tym, że Itachi obiecał mi pomoc w znalezieniu mordercy rodziców, jak to mawia:, „Co dwie głowy to nie jedna? Nie, Haruno?” Miał rację i nadal ją ma, dlatego cieszę się na współpracę z nim. 


- Przepraszam, po prosty nie wiem jak zacząć. Bo widzisz Sakura, mam ci coś do przekazania, ale nie wiem jak to powiedzieć.


- Prosto z mostu. Tak po prostu.


- No… chyba tak będzie najlepiej.


- A więc?


Spojrzałam na niego swoimi wielkimi, ciekawymi oczyma i czekałam, na słowa, które chce powiedzieć.


- Ehh, Sasuke się zaręczył.


- Rozumie, Sasuke się zaręczył... EH? EHHH?!


Moje oczy przybrały nie naturalny rozmiar. Wszystko, dosłownie wszystko bym jakoś przetrawiła, ale nie to! NIE TO!!! Jak?! Z kim?!



- Zaręczył się wczoraj z nie jaką Ino Yamanaką. 


- Yamanką?! 


- Tak. Blondynka, duże niebieskie oczy, duży biust, figura modelki, głupia i naiwna. Wiesz taka typowa blondynka. Jej tatuś z nami współpracuje, prowadzi firmę, która produkuje artykuły sportowe, a mój ojciec przez to małżeństwo, chce nawiązać jeszcze „ściślejszej” współpracy.


- No ładnie żeś ją opisał. Przecież to niedługo będzie twoja bratowa, ale przyznać muszę, że po twoim ojcu się tego nie spodziewałam.


- Ja też, ale mniejsza o to. Ja liczyłem, że moją bratową będzie pewna różowo włosa osóbka o pięknych szmaragdowych oczach, pięknym ciele, bystrym umyśle i czystym sercu, która szczerze kocha mojego braciszka. 


- Nie żartuj. Ja mogę go nadal kochać, ale on mnie już nie. Zresztą już chyba też go nie kocham.


- Sakura! Jak długo zamierzasz trwać w tym kłamstwie, co?! Ty go kochasz, on ciebie kocha! Jedno kocha drugiego, wyznajecie sobie uczucia, lądujecie razem w łóżku i bum! Ślub i happy end jak malowany. I to wszystko znów pod wpływem % od Naruto.


Patrzył się na mnie tak zdeterminowanym wzrokiem, że nie wiedziałam, co począć. Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby w jedną wypowiedź włożył tyle uczuć i emocji, cały się trząsł. Czy on naprawdę na to liczył, że ja i Sasuke znów będziemy razem?


- J-J-Ja już tyle razy mówiłam, że to nie takie proste Itachi. J-Ja… o-on…my…t-to jest skomplikowane.


- Sakura. Ty wiesz najlepiej, że życie nie jest usłane różami, że los rzuca ci kłody pod nogi w najmniej spodziewanych momentach, ty wiesz. Haruno, błagam Cię, jak zawsze walczysz o to, co jest dla ciebie ważne, tak zawalcz o mojego brata. On może się zarzekać, że Cię już nie kocha, ale to bujda. Temat twojej osoby nadal jest traktowany jak TABU. To, co się między wami wydarzyło miało na niego wpływ i jak powiedziałaś to skomplikowane, ale wy nadal czujecie to samo i macie szanse na happy end. 


- Itachi, ale co ja mogę zr…


- Nie wiem. Sakura, ja serio nie wiem, ale nie mogę patrzeć jak przez to cierpicie i ty i on. Sakura! Ja nie pozwolę, aby on zmarnował sobie życie z nieodpowiednią kobietą. Nie pozwolę na to. Weź dupę w troki i zrób coś. To ty go kochasz w TEN sposób, nie ja! Zawalcz Sakura! Zawalcz o niego i twoje uczucia! Zrób to, inaczej będziesz tego żałować do końca życia. Sakura, ja wiem, co mówię.


Zatkało mnie, po prostu w trakcie rozmowy z Itachim mnie zatkało. Nigdy wcześniej nie widziałam, go takiego jak dziś. On nigdy nie pokazuje uczuć i emocji w takich rozmowach, zawsze trzyma fason, ale dziś… nie wiem jak się zachować. To, że tak zareagował dowodzi temu, że naprawdę się o niego... o nas martwi i chce abyśmy byli szczęśliwi. Szczęśliwi razem. Nie osobno.

Nawet nie zauważyłam, kiedy wstał i skierował się do drzwi. Bez chwili zastanowienia ruszyłam za nim.


- Itachi! Czekaj! Już idziesz?


- Tak, zasiedziałem się. Dzięki za herbatkę była wyborna.


- Eee…dzięki. Do jutra.


- Taa, do jutra. Sakura, ta jutrzejsza rozmowa to tylko formalność, już masz tę robotę.


- Ehhh, nie wiem, co ci odpowiedzieć Itachi.


- Najlepiej nic, wiem, jaka jesteś i wiem, że świetnie się sprawdzisz, jako prawnik. Moi współpracownicy tez tak uważają.


- Twoi współpracownicy? Czyli kto?


- Hahaha, poznasz ich jutro. No, to do zobaczenia. Wyśpij się.


- Jasne.


Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, on tyle dla mnie robi, więc i ja zrobię coś dla niego – zawalczę o Sasuke i moją miłość do niego. Tak, postanowione. Odzyskam go i moją miłość, która uśpiłam wiele lat temu. 


Już się odwracałam, żeby zamknąć drzwi, kiedy usłyszałam jeszcze klakson samochodu Itachiego. Gwałtownie się odwróciłam i usłyszałam jego ostatnią dzisiejszego wieczoru wypowiedź.


- Sakura! Naruto również wie, czemu wyjechałaś. Wybacz, ale nie miałem serca, żeby to przed nim zataić. Spodziewaj się go w najbliższym czasie. Uważaj na siebie.

Ostatnie, co słyszałam to pisk opon i zamknięcie przeze mnie drzwi. Po tym wszystkim nie miałam nawet siły posprzątać po wizycie Itachiego, od razu poszłam do sypialni i położyłam do łóżka. Wszystkie siły ze mnie uleciały, jedyne, co się tłukło w mojej głowie, to przekaz bruneta.


„Ehh, czyli Naruto też wie. Z jednej strony kamień z serca, a z drugiej nóż na szyi. Mogę liczyć na jego pomoc, ale nie chcę, aby jego zbytnia nadpobudliwość i gorliwość wpędziły go w kłopoty. Jutro czeka mnie ciężki dzień. Nie przypuszczałam, że powrót do domu okaże się taki problemowy. Muszę rozwiązać tyle spraw i odnowić tyle kontaktów, no Sakura przez najbliższe miesiące to ty sobie za wiele nie pośpisz, czeka mnie wiele pracy, muszę zacząć szukać mordercy, nawiązać kontakty z przyjaciółmi i zawalczyć o Sasuke i tylko Bóg wie, co jeszcze.”


Nawet nie wiedziałam, kiedy z moich rozmyśleń przeniosłam się do krainy boga snów…




Witam moich kochanych czytelników, chciałabym bardzo podziękować za miłe komentarze, to ogromna motywacja do dalszego pisania. Wiele to dla mnie znaczy patrząc na to, że jestem amatorką i nie byłam do tego optymistycznie nastawiona, spodziewałam się raczej komentarzy nacechowanych negatywnie. No dosyć mojego biadolenia, bardzo wam dziękuję i mam nadzieję, że będę wstanie zadowolić moich czytelników.

Taki bonusik :)